To była moja najdłuższa wyprawa na grill… dobre kilka kilometrów, ale opłacało się. Chyba jeden z najlepszych grillów na jakich byłem… oby nie ostatni. Co tam się działo, hehe. Były tańce, śpiewy, wódka, kiełbaski, urwanie filmu. Jak doszliśmy na miejsce tj. ja, Marek, Jadzia, Komandor, Rafał pierwsze co zwróciło moją uwagę były spalone drzewa u Dina w ogrodzie… Najlepiej to widać na szóstym zdjęciu. Jak się później dowiedziałem, drzewa zostały spalone specjalnie, po to aby jacyś kolesie mieli krótszą drogę do baru. Oprócz nas, na grillu jeszcze byli Michał, Aneta, Dana z chłopakiem, Kasia także z chłopakiem + przelotnie wpadli Dina bracia Flo i Carlos, siostra z jej synem, ojciec Dina, oraz paru sąsiadów. Pogoda była… jakby to powiedzieć “dziwna” pytacie czemu? A bo świeciło słońce, ale było bardzo mroźno. Taka natura tej angielskiej pogody, nigdy nic nie wiadomo. Dobrze, że przynajmniej deszcz nie padał. W drodze powrotnej zamówiliśmy taksówkę, ale kierowca powiedział, że jest nas za dużo… więc solidarnie wszyscy poszliśmy na nogach. Dopisało nam szczęście… kiedy tak szliśmy przejeżdżała następna taksówka, Komandor machnął ręką… taxi zatrzymało się. Na szczęście ten kierowca nie miał nic przeciwko, aby było więcej pasażerów. Ja z Komandorem wysiedliśmy wcześniej, aby pójść jeszcze na kebaba do King’sa (fast food). Zapraszam do foto galerii.

Aby, przejść do wcześniejszych postów kliknij poniżej na link “Previous Entries”
Hmm…. z ogniska wracaliscie głodni ?
Muzykę z laptopa puszczaliscie?